PR w branży gier – wprowadzenie.

2009/09/22

„Are you a professional moron or just a gifted amateur?”  (Gra: GTA: San Andreas)

Jaka jest różnica między PR-owcem dobrym, a PR-owcem słabym? Wbrew pozorom, temat nie jest prosty. Działania z zakresu public relations są niezwykle złożone i nie poddają się łatwym kategoryzacjom. Jako dziedzina z założenia kreatywna, public relations wymyka się sztywnym regułom. Zdarza się nie raz, że PR-owcy między sobą nie zgadzają się co do metod, pomysłów i sposobów realizacji danych strategii komunikacji. Zdarza się również , że ruchy powszechnie krytykowane okazują się z czasem ruchami prowadzącymi do wielkiego sukcesu. Ale, różnica między profesjonalistą a średniakiem jest wyraźna i warto o niej pisać.

Wybrałem ten temat nie bez powodu. Po ostatnim wpisie bardzo dużo osób skontaktowało się ze mną prywatnie, prosząc o więcej tekstów „od kuchni” (specyfika pracy przy promocji gier, opis problemów, przykłady sytuacji). Wpis poniższy powstawał wyjątkowo długo gdyż postanowiłem oprzeć się nie tylko na moich własnych przemyśleniach, ale również oddać głos kolegom z branży. Na potrzeby tego tekstu poprosiłem kilka osób, które znają sie na rzeczy, by podzieliły się swoimi przemyśleniami. Możecie przeczytać wypowiedzi PR-owców, ale również dziennikarzy, którzy z PR-owcami współpracują. Wszystkim serdecznie dziękuję i mam nadzieję, że uwagi profesjonalistów (te bardziej na serio i te mniej;) pomogą wszystkim czytelnikom, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o naturze pracy PR-owca w branży gier. A kiedyś, być może, zająć się tematem zawodowo.

Na samym wstępie chcę zaznaczyć, że jako PR-owiec popełniłem wiele błędów (również przy promocji bestsellerowego Wiedźmina) i WŁAŚNIE dlatego czuję się uprawniony by napisać taki tekst. Najlepiej jest uczyć się na własnych błędach i własne potknięcia opisywać. Jeśli wśród czytelników są ludzie zajmujący się profesjonalnie PR, będę bardzo wdzięczny za rzeczowe komentarze, które uzupełnią ten artykuł. Tekst, ze względu na cytaty, okazał się bardzo długi i zmuszony jestem podzielić go na dwie części. Dziś część pierwsza, będąca wprowadzeniem w temat.

Kim jest PR-owiec?

W kraju, w którym każde świństwo polityczne czy medialne zwykło się nazywać „sztuczką PR-owską”, warto się na chwilę zatrzymać i doprecyzować, czym ten złowieszczy PR w zasadzie jest. Nie zamierzam tu jednak przytaczać żadnych uczonych opisów. Wychodzę z założenia, że człowiek, który ma głowę na karku, szybko jest w stanie sformułować własną, prostą definicję. Prostą i jednocześnie najlepszą. Public relations, jak nazwa jednoznacznie wskazuje, to po prostu komunikacja/relacje danej firmy z jej naturalnym otoczeniem: mediami, klientami, partnerami biznesowymi, itp. A więc, PR-owiec to nikt inny jak ktoś, kto za taką komunikację odpowiada. I tu ważna uwaga. Wbrew obiegowym opiniom, dobry PR-owiec: nie kłamie, nie robi ludziom wody z mózgów i nie kręci na każdym kroku. Oczywiście, tacy ludzie też się w tym zawodzie zdarzają. Ale, zdarzają się również tacy prawnicy, lekarze, politycy, a nawet księża. Dobry PR-owiec jest przede wszystkim od informowania nt. firmy (produktu). Informowania rzetelnego, opartego na faktach. Wiele osób myli pracę przy PR z różnymi technikami marketingowymi, które mają na celu wprowadzenie klientów w błąd. A tymczasem, w pracy PR-owca najważniejsze są jego relacje z partnerami i niesienie pomocy wszystkim, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o grze, którą promujesz. Czy jeśli oszukasz partnerów, zaufają Ci następnym razem? Nie. Dlatego dobry PR-owiec nie kłamie. Warto to sobie zapamiętać.

Po co i dla kogo PR-owiec pracuje?

Jednym z największych dylematów człowieka od public relations jest fakt, że musi być jednocześnie lojalny wobec swojego pracodawcy (którego interesy reprezentuje), ale i partnerów zewnętrznych, np. dziennikarzy. Jego praca polega więc na tym, by zadowolić szefa, ale nie kosztem partnera zewnętrznego. Co to oznacza? Masę kłopotów:). Zdarzają się bowiem sytuacje, kiedy szef mający nikłe pojęcie o PR przyjdzie i zażyczy sobie 10 entuzjastycznych artykułów nt. słabej gry, w największych magazynach branżowych, do tego wszystkie w jednym miesiącu. Jest tylko jeden sposób by uzyskać taki cel. W przypadku słabej gry, można do pewnego momentu po prostu okłamywać redaktorów, wmawiając im, że tytuł jest dużo lepszy, niż jest w istocie. Dobry PR-owiec NIGDY czegoś takiego nie zrobi. Nie okłamie znajomego redaktora by uzyskać szybki, krótkotrwały efekt. To oznaczałoby koniec dobrych, długotrwałych relacji. Dlatego praca ta jest podwójnie ciężka. Z jednej strony trzeba skontaktować się z prasą i próbować zwracać uwagę na najlepsze strony promowanej gry (bez sztucznego zachwalania) i powalczyć o jakikolwiek pozytywny coverage. Z drugiej, trzeba uczciwie usiąść z prezesem i wytłumaczyć mu, że jego oczekiwania są nierealne bo gra nie jest wielkim hitem. Jest to mozolny proces i wielu PR-owców na tym etapie polega z kretesem.

Tu nie wystarczą gładkie słowa – trzeba uczciwie rozmawiać z dwiema stronami barykady. Wielu ludzi od PR wybiera drogę z pozoru prostszą. Z jednej strony wciska kit prasie, z drugiej unika konfliktu z szefem wykonując ślepo jego nierealne zachcianki. Kończy się to nieprzyjemnie. Przede wszystkim, brakiem zaufania ze strony dziennikarzy – jest to piętno, którego ciężko się później pozbyć. Również dla szefa, któremu wiecznie i bezmyślnie przytakujesz, nie jesteś potem partnerem do rozmowy. Zamiast człowieka od komunikacji stajesz się chłopcem na posyłki, który nie ma posłuchu po żadnej ze stron. Przykre. Zobacz zresztą, jak wygląda to od strony dziennikarza. Poniżej krótka opinia Kosa, redaktora znanego z PSX Extreme (największy polski magazyn o konsolach):

Dobry PR-owiec powinien być w pierwszej kolejności obrotnym, sympatycznym człowiekiem, który wykonuje swoją pracę z przyjemnością. Osoby, z którymi obcuje PR-owiec, nie powinny czuć od niego żadnych negatywnych fluidów, ale jednocześnie fluidy pozytywne powinny być naturalne, niewymuszone. Cechy pozytywne PR-owca – skłonność do pomocy, zaangażowanie, wiedza wynikająca z zainteresowania tematem, a nie wykuta. Złe cechy – zbywanie dziennikarzy, obietnice bez pokrycia. 

Doskonale pamiętam pewien zagraniczny event, na którym zostałem bez jakiejkolwiek pomocy – dopiero na lotnisku okazało się, że wbrew wcześniejszym ustaleniom nikt mnie z lotniska nie odbiera i w ogromnej metropolii muszę sam dotrzeć do celu. To niedopuszczalne. Nie cierpię też, gdy PR-owcy na siłę zachwalają beznadziejny growy szrot. Miejcie umiar i zachowajcie trzeźwość umysłu, panowie. Na szczęście mamy w kraju wielu profesjonalistów. 

Moje doświadczenia z redaktorami branżowymi są jednoznacznie pozytywne. Zarówno polskich jak i zagranicznych redaktorów cechuje duża wyrozumiałość dla PR-owców, a wielu z nich jest fantastycznymi profesjonalistami. Tym większy spoczywa obowiązek na człowieku od komunikacji, by dostarczać im rzetelnych informacji i służyć pomocą. Jeśli dziennikarze widzą, że wspierasz produkt uczciwie, z serca – docenią to. Jeśli zobaczą, że wciskasz im stek bzdur, przestaną Cię szanować. Tak jak w życiu. Nie wierzysz? Przeczytaj zatem, co napisał mi Piotrek Gnyp, znany z Polygamii.

PR i dziennikarze to trochę dwie strony barykady. Zadaniem jednych jest uzyskanie jak najlepszej opinii o promowanym produkcie i firmie, tych drugich zaś przedstawienie swoich prawdziwych odczuć. Jeżeli gra jest po prostu dobra lub mamy do czynienia z pozytywną informacją o firmie, to problemu raczej nie ma. Gorzej, gdy jest inaczej. Z mojego punktu widzenia dobry PR-owiec przede wszystkim pomaga uzyskać odpowiedzi na pytania i przekazuje wiedzę. Na podstawie tych informacji dziennikarz może zacząć budować swoją historię.

Czego nie należy robić? Przede wszystkim kłamać. Zwykle po jakimś czasie to wychodzi, a podważonego wówczas zaufania łatwo się nie odzyskuje. Do tego dochodzi wywieranie nacisku na recenzje gry. Rozumiem wszystkie ograniczenia jakie dostają dziennikarze przy wczesnych wersjach produktu. Nie akceptuję żadnych w momencie wydania danego tytułu.

Jest masa sposobów, o których zresztą pisaliśmy na Polygamii, by zapewnić sobie lepszą ocenę produktu niż proste danie ekskluzywności czy wcześniejszego dostępu do kodu za dobre recenzje. O tym, że należy znać się na grach, nie ma co chyba pisać. Jest to oczywiste.

Chciałbym zwrócić Ci uwagę, na konketne zdanie z tekstu Piotrka: Rozumiem wszystkie ograniczenia jakie dostają dziennikarze przy wczesnych wersjach produktu. Nie akceptuję żadnych w momencie wydania danego tytułu. Przeczytaj je kilka razy i zapamiętaj bo jest to zdanie niezwykle ważne dla Twoich relacji z dziennikarzami. Musisz traktować redaktorów jak partnerów (a w miarę możliwości, jak dobrych kolegów). Partnerów traktujemy z szacunkiem. Jeśli dziennikarz respektował Twoje prośby w czasie wczesnych faz produkcji gry (np. w zapowiedziach przymykał oko na błedy w wersjach alpha/beta gry bo powiedziałeś mu, że nad tym pracujecie) – Ty musisz uszanować jego prawo do oceny finalnego produktu. Możesz zwracać uwagę na mocne strony gry, nawet dyskutować jeśli masz dobry kontakt, ale nie wolno Ci wpływać na ostateczną ocenę dziennikarza!

Przypadki wymuszania ocen zdarzają się nagminnie, często w bardzo dużych firmach. Pracując W CD Projekt organizowałem wyjazd polskich dziennikarzy na event zorganizowany z okazji premiery głośnej gry „gangsterskiej”, której wydawcą światowym jest bardzo duży koncern. Po powrocie dziennikarze skarżyli się, że PR-owcy tej firmy blokowali opinie krytyczne i niemalże wprost zagrozili, że w przypadku niskich ocen więcej nie zaproszą danego magazynu na kolejne ekskluzywne eventy. Jest to absolutnie niedopuszczalne. W opisywanej sytuacji zdegustowani dziennikarze mieli początkowo ochotę specjalnie obniżyć ocenę i tylko ze względu na dobre kontakty z CDP tego nie zrobili. Co stałoby się gdybyśmy nie dbali o dobre, uczciwe relacje z tymi dziennikarzami? Wolę o tym nie myśleć.

Od czego zacząć public relations w branży gier?

No właśnie, zanim w ogóle dotkną Cię rozterki opisane powyżej, warto zastanowić się nad tym jak zacząć w tej branży. Jesteś świeżakiem, dostajesz się na stanowisko asystenta asystenta w firmie XX Games i masz zacząć promować gry. Przerażające, nie? Rzeczywiście, czeka Cię sezon w piekle… Ale, jak powiedział kiedyś mądry hobbit, każdy ciemny bór kiedyś sie kończy. Tak samo i Twoje początkowe cierpienia kiedyś zaczną przynosić efekty w postaci dobry relacji. Czego potrzebujesz w tej pracy? Podejrzewam, że każdy doświadczony PR-owiec, w pierwszym odruchu, powie Ci to samo. Kontakty. Kontakty. Kontakty. Na ten temat napisał mi prosto i mądrze Paweł Feldman z one2tribe (ex Breakpoint, CD Projekt RED i CD Projekt), facet który zajmował się m.in marketingiem Wiedźmina w czasie globalnej kampanii tej gry:

PR-owiec jest dobry tak jak dobra (duża) jest baza jego kontaktów i relacje, które posiada z dziennikarzami. Jeśli brakuje pozytywnych relacji, to raczej nie wskóra się nic powyżej minimum jeśli chodzi o coverage. Umiejętne rozdysponowywanie „exclusive’ów” [exclusive to, najprościej rzecz ujmując, przyznawanie poszczególnym redakcjom materiałów PR-owych na wyłączność – przyp. Łukasz Mach] to chyba najtrudniejsza umiejętność. Nie powinno się doprowadzać do sytuacji, w której jedna redakcja jest faworyzowana względem innych. Dodatkowo ważną cechą jest terminowość w dostarczaniu materiałów – dziennikarze też mają swoje terminy.

 Jest jedna rzecz, której dobry PR-owiec nigdy nie powinien robić – obrażanie się gdy gra została oceniona poniżej oczekiwań jego czy (nawet częściej) jego szefów. Jeśli gra jest crapem to nic tego nie zmieni.

Kontakty wyrabia się latami, często bardzo mozolną pracą. Kiedy wysyłałem pierwszy mailing dotyczący Wiedźmina do dziennikarzy branżowych z całego świata, odpowiedziało mi może 10% adresatów. Był przełom 2005/2006 roku, nikt na świecie nie wiedział czym jest Wiedźmin i mój mail prawdopodobnie wylądował w koszu większości z tych ludzi. Nie zraziło mnie to (pomocna była mobilizacja ze strony Michała Kicińskiego, szefa CD Projekt, który stał nade mną i poganiał do dalszego pisania/dzwonienia:) i dalej próbowałem zaciekawić ich tematem Białego Wilka. Unikałem jednak namolności i tandetnego „przymilania” się redaktorom. Próbowałem pokazać im, że Wiedźmin to nowa jakość w RPG. Potem były targi E3 i GC w 2006 roku kiedy to biegałem po korytarzach i wręczałem zaproszenia na nasze stoisko przypadkowym dziennikarzom (trzeba było przełamać wstyd). Część z nich przyszła, pogadaliśmy, wymieniliśmy się wizytówkami. Nowe kontakty. Potem mailowanie, podtrzymywanie kontaktu. Potem niemal prywatne rozmowy. Na maile zaczęło mi odpowiadać 40% dziennikarzy. Pojawia się wydawca światowy, Atari, i zaczyna się większe zainteresowanie światowej branży. Dziennikarze sami zaczynają pisać. 60%. Wreszcie, mamy luty 2007 roku – CD Projekt RED i Atari organizują w Warszawie event dla 40 najważniejszych dziennikarzy z branży na świecie (IGN, Gamespot, Gametrailers, PC Gamer, EDGE, itd.). Pijemy, gadamy, żartujemy. Jedno z najbardziej stresujących wydarzeń mojego życia. Ale… nowe kontakty. I tak to się wszystko toczy w tej branży.

Bycie PR-owcem to ciekawy, choć ciężki kawałek chleba. Za podsumowanie pierwszej części artykułu niech posłużą słowa Johna Tyrrella, który zajmował się strategią komunikacji Wiedźmina ze strony Atari (ma na swoim koncie szefowanie promocji wielu innych tytułów). John to fantastyczny człowiek, od którego dużo się nauczyłem, choć mieliśmy też sporo spięć, które wynikały z faktu, iż obydwaj mieliśmy bardzo konkretne wizje promocji gry, które nie zawsze szło łatwo pogodzić.

Kiedy ktoś pyta mnie co robię, zazwyczaj odpowiadam, że jestem kimś w rodzaju pasterza. Moja praca polegała na kontaktowaniu się z masą ludzi w różnych krajach [głownie w różnych oddziałach Atari oraz w firmach developerskich jak CD Projekt RED – przyp. Łukasz Mach]. Chociaż kierowałem globalną komunikacją, nie byłem w zasadzie niczyim szefem. Moje „stado”, rozsiane po całym świecie, w zasadzie nie odpowiadało bezpośrednio przede mną – mieli swoich szefów, którym mogli się przymilać i podlizywać.

Moje zadanie w zasadzie polegało więc na tym, by wszyscy Ci ludzie mówili mniej więcej to samo, w tym samym czasie. Musiałem im dać do tego odpowiednie narzędzia.

Więc czym ja się w zasadzie zajmowałem? Co wypełniało dni mojej pracy? Przede wszystkim trzymanie ręki na pulsie w sytuacji, w której z każdej strony nadchodzą kolejne prośby i żądania. Tak jak w każdej innej robocie, przyjemne części tej pracy, które sprawiały mi największa radość, pomagały mi radzić sobie z całą resztą.

To tak ogólnie, piguła wiadomości na początek. John napisał jeszcze kilka ciekawych rzeczy, które przytoczę w kolejnej części tego artykułu. Części, w której więcej będzie o tym, co KONKRETNIE robić warto, a co niekoniecznie gdy jest się PR-owcem. Będzie jeszcze kilku innych gości, m.in. Tom Ohle, który zajmował się Wiedźminem (a obecnie GOGiem) w USA.

Reklamy
  1. Adam Bieniak
    2009/09/22 o 12:24

    Nooo, nareszcie:) Już myślałem, że się blog „zawiesił” Panie Łukaszu! Jest lektura na wieczór zatem bo w pracy ciężko łyknąc tak długi tekst. Bardzo, bardzo dobry pomysł z cytatami. Urozmaica treść, a poza tym jakby nie patrzeć faktycznie są to nazwiska znane jeśli człowiek się choć trochę interesuje. Dobra robotę Pan tu robi.

  2. ubermlin
    2009/09/22 o 13:20

    Zastanawiając się jak by tu ten tekst skomentować, przychodzi mi do głowy jedno – rozpocząłeś, Łukaszu, konkretny ruch pracy u podstaw :). Sprzedawany przez Ciebie knowhow ma szansę stać się podwaliną pod przyszłe podboje rzeszy młodszych, który kiedyś będą kreowali rynki polskie i (czego szczerze wszystkim życzę) zachodnie. Lepiej pochwalić nie umiem ;). Czekam na kontynuację!

    pzdrr

  3. 2009/09/22 o 15:18

    Zalinkowane!

  4. Kax
    2009/09/22 o 17:45

    No to się doczekałem! Muszę przyznać, że czytam te wpisy z coraz większą ciekawością. Rzadko się zdarza by ktoś kto już coś osiągnął, dzielił się swoim doświadczeniem w tak otwarty sposób… Wielkie dzięki za to. No i na Polygamii też linka widziałem:D A mógłbyś powiedzieć jak oceniasz procentowo ilość partaczy w Polsce na całą branżę???

  5. Łukasz Berliński
    2009/09/22 o 18:38

    Ja od siebie jeszcze dodam, że jak ktoś już jest PR’owcem to na drugą stronę bariery raczej nie przejdzie. Były PR’owiec czy rzecznik prasowy pracujący w mediach zawsze będzie postrzegany jako osoba nie do końca obiektywna, paradoksalnie przez swą listę, często wręcz koleżeńskich, kontaktów. Bo jak byłemu PR’owcowi dajmy na to CDP mamy wierzyć, że teraz pracując w mediach nie będzie „podlizywał się” pod produkty od CDP? Czytelnicy są na to bardzo wrażliwi i niesmak zawsze pozostanie. Co innego dziennikarze – ci na PR’owców nadają się idealnie, o czym zresztą już wspominałeś :) Czekam na kolejną część i tak trzymaj!

  6. 2009/09/22 o 18:43

    Ale przecież pracujący u wydawców czasami stają się dziennikarzami – nawet w Polsce ;>

  7. Łukasz Berliński
    2009/09/22 o 21:18

    @Toread – wiadomo nie od dziś :) Ale wyobrażasz sobie pracownika firmy produkującej gry wideo piszącego recenzję gry ze swej firmy matki w dużym czasopiśmie konsolowym? To już byłoby bardzo nieetyczne. Nawet gdyby ta recenzja była szczera do bólu. Po prostu pewnych rzeczy nie należy się podejmować jeśli chce się być szanowanym w danym gronie.

  8. 2009/09/22 o 21:22

    Nigdy nie mów nigdy… było już parę takich rzeczy, o których bym nie pomyślał, że mogą się wydarzyć, a tu proszę ;>

  9. lukaszmach
    2009/09/23 o 8:12

    Kax – nie prowadzę niestety dokładnych statystyk;);) Powiem tak, Ci PR’owcy z dużych firm, których znam, najczęsciej mają spore doświadczenie i „dają radę” – mam na myśli tych, którzy pracują już kilka lat. Problem jest czasem z nowymi pracownikami, którzy jeszcze nie „czują” rynku i zdarza im się strzelać jakieś gafy – no, ale to kwestia doświadczenia, które przyjdzie z czasem.

    Oczywiście, zdarzają się co jakiś czas duże porażki na linii dziennikarze-PR. W jednej z nich brałem nawet udział(nie do końca świadomie) 4-5 miesięcy temu, a cała historia miała związek z okładkowym materiałem o Wiedźminie konsolowym w PSX Extreme. Wyszła bardzo krępująca dla CDP sytuacja.

    Łukasz – a tu sie nie do końca zgodzę. Nie widzę przeszkód, dla których były PR’owiec nie mógłby się zajmować pisaniem o grach. Ba, w pewnym sensie sam to robię: ostatnio napisałem tekst do Psx Extreme, a w najbliższej przyszłości stanę się prawdopodobnie częścią pewnego projektu związanego z pisaniem o rynku gier (i nie mówię tu o swoim blogu:D)

    Natomiast zgadzam się w 100% z tezą, że nie można łączyć tych dwóch zawodów. Dlatego po przyjściu do CDP kilka lat temu musiałem zarzucić pisanie do Game Ranking.

    Tak jak napisał Toread – takie rzeczy zdarzają się w Polsce często (pierwszy z ręki przykład to Kali z PE, który o ile pamiętam pracuje w Techlandzie chyba, a mimo to nadal jest świetnym redaktorem). Ba, jako że w Polsce pisze się często pod ksywą, czytelnicy nawet nie wiedzą, czym zajmuje się autor w życiu codziennym:).

  10. Jabłon
    2009/09/23 o 12:22

    Witam,

    Ekstra blog! kude, brakowało czegoś takiego. Troche przydługi ten tekst, ale jak się wczytać to nie ma lania wody, czego by sie mozna spodziewać po byłym PR’owcu:D. A tu konkretny know how, niespodzianka! I dobrze. Subskrybuje zatem!

  11. Zorro
    2009/09/23 o 19:21

    Fakt, Kali to dobry przykład.

    @ Lukasz Berliński – Ja tez uwazam ze generalnie sie nie powinno laczyc pracy PR i dziennikasrkiej ale nie widze ZADNEGO problemu w tym zeby byly Prowiec zajmowal sie pisaniem o grach. A co ma piernik do wiatraka? Jesli juz nie jest zatrudniony w zadnej firmie a wie duzo o grach to co za problem?? Jakies dziwne ograniczenie.

    Mam wrazenie ze takie twoje podejscie wynika z faktu ze wlasnie demonizujesz troche prowców i probujesz im z gory przypisac zle intencje. A przeciez to tacy sami ludzie jak inni i jesli juz nie pracuja w zadnej firmie to czemu maja nie pisac o grach?

  12. ubermlin
    2009/09/23 o 22:45

    IMHO to zależy od kalibru człowieka – jeśli PRowiec jest oddany swojej nowej pracy, jest profesjonalistą, to czemu nie? Odmówić napisania tekstu można, można również zaznaczyć/dać do zrozumienia, że było się związanym z firmą x. Temat poruszył kiedyś na IGTV Krooger z Wiktorem Cegłą, bodaj. Moim zdaniem da się, trzeba to tylko (z)robić umiejętnie i z pełną transparentnością.

  13. Łukasz Berliński
    2009/09/24 o 16:35

    @Zorro – Nikogo nie demonizuję, sam miałem przyjemność współpracować z kilkoma PR’owcami i większość wspominam zdecydowanie pozytywnie. Wiesz, ja też sądzę, że jak ktoś potrafi dobrze pisać o grach to niech pisze, nawet jeśli jest byłym PR’owcem. Tylko głównym problemem, o którym wcześniej pisałem, a którego nie doprecyzowałem, to „upierdlistwo” czytelnika. Jeśli czytelnik widzi, że recenzje pisze były PR’owiec i coś mu się nie spodoba to zaraz pieni się, że to na pewno artykuł sponsorowany, albo celowo oczernia i bóg wie co jeszcze. Może w tej branży nie jest to tak widoczne, bo w końcu niemal każdy pisze pod pseudonimem i taki Kali to dla większości jednak dziennikarz PSX, a nie pracownik Techlandu, ale czytelnik może mieć poczucie, że ktoś go robi w konia, choć nikt przecież nie zamierza nikomu wciskać kitu. Zatem problem dlaczego PR’owiec raczej niechętnie jest widziany jako dziennikarz leży właśnie u przewrażliwionych czytelników, a nie kompetencji danej osoby. A Kaliego pozdrawiam, niech pisze dalej tylko nie o grach Techlandu ;) Uff, mam nadzieję, że z mojej strony już cały swój pogląd wystarczająco jasno wyjaśniłem :)

  14. lukaszmach
    2009/09/25 o 10:50

    Fakt, reakcje czyteników bywają różne i nie zawsze są racjonalne:) I rzeczywiście, są wśród nich ludzie, którzy wyszukują wszystkie informacje na temat autora…

  15. Jerzy P.
    2009/09/27 o 11:39

    Wszedłem na tego bloga dopiero kilka dni temu po raz pierwszy. I jestem wściekły:/ Jestem wściekły, że ktos mnie ubiegł;) Sam pracowałem w różnych miejscach w branży i jakis czas temu mialem pomysł na identyczny blog. Ale lenistwo, ale praca, ale 100 innych rzeczy i pomysł odkładałem. No i mam za swoje. Świetny blog Łukasz, świetny wpis. Wiesz o czym piszesz. Gratuluję i czytam.

  16. Rykooo
    2009/09/28 o 12:49

    A mnie wkurza ten blog troche . Takie mądraliństwo, nie wiadomo o czym. Co mnie obchodzi jakis PR. Mnie interesuje gierki. Sam chciałbym być grafikiem kiedys w przyszłości ale interesuje mnie tworzenie a nie promocja. Spoko niby napisane, masz jakies doswiadczenie, ale tak w sumie to nie wiem dla kogo to jest blog. O samych gierkach jakbys cos napisal to moze by sie fajniej czytalo. Pzdr

  17. ubermlin
    2009/09/28 o 14:48

    O, jaskółka ;). Rykooo, prędzej czy później każdy, kto lubi zjeść, zapędza się do kuchni. Ten blog to książka kucharska dla początkujących.

  18. lukaszmach
    2009/09/28 o 21:55

    Hehe, dzięki ubermlin – pięknie napisane:)

    Rykooo – i spoko, nikt Cię nie zmusza do czytania. W internecie masz masę blogów „o gierkach”;). Masz również świetne blogi o developmencie, których autorzy wpisywali się również u mnie w komentarzach, wystarczy poszukać.

    Choć, powiem Ci w tajemnicy, że pojawi się niedługo coś więcej o designie:) Jak dotrwasz to poczytasz ciekawe rzeczy.

    Jerzy P. – Nie powiem, że mi miło bo to trochę nie na miejscu w kontekście Twojej wypowiedzi:). Gdzie pracowałeś?

  19. ubermlin
    2009/09/29 o 17:29

    Ależ cała przyjemność po mojej stronie ;). To w ramach walki z intelektualna skoliozą – zagap się na chwilę i naglę ktoś napiszę Ci, że by się fajniej „czytało”, gdyby było więcej obrazków ;)).

  20. Oksada
    2009/10/01 o 21:51

    Cześć!
    Rzeczywiście się napisałeś :)
    Traktuję to jednak jako „wstępniaczek” – zestaw ogólnych wskazówek/informacji. Teraz czekam na konkrety związane z PR na rynku „growym”
    Pozdrawiam,
    Oby tak dalej

  1. No trackbacks yet.
Możliwość komentowania jest wyłączona.
%d blogerów lubi to: