Archiwum

Archive for the ‘Eventy/targi’ Category

Część II: PR w branży gier – wprowadzenie.

2009/11/01 17 Komentarzy

„Tell me what I want to know, or I’ll blast your virtual ass into actual dust!” (gra: Mass Effect)

W poprzednim wpisie przybliżyłem Wam podstawy pracy PR’owca branżowego. Długo zastanawiałem się jak wejść bardziej szczegółowo w temat – o co prosiliście przecież w komentarzach/mailach. Doszło do mnie jednak, że tak jak w przypadku innych zawodów, ilu PR’owców, tyle teorii o tym jak dobrze wykonywać swoją pracę. Postanowiłem zatem nie silić się na wielkie próby podsumowania istoty tej pracy i trochę oddać głos innym, jedynie spinając całość własnymi komentarzami. Ludzie, których wypowiedzi pojawią się niżej mają swój własny punkt widzenia i, tak jak w przypadku „dekalogu” Johna Tyrrella, jest on często bardzo specyficzny, nie pozbawiony humoru. Zastanawiałem się czy jakoś to na siłę próbować połączyć, czy po prostu przytoczyć kilka fajnych opinii. To drugie wyjście wydało mi się ciekawsze. Tekst nie stanowi może spójnej całości, ale staje się „żywy” bo mówią praktycy z różnych stron świata (tym razem z USA i UK). I to chyba wartość sama w sobie.

Czy warto mieć swój „dekalog” będąc PR’owcem? W kontekście oskarżeń o zakłamanie ludzi z tej branży, pewnie warto. Zasady powinny obowiązywać w każdej pracy, tak jak obowiązują w życiu. Chociaż, niekoniecznie zawsze muszą być śmiertelnie poważne. Przykładem pomysłowego zbioru zasad, który totalnie mnie rozwalił, jest prywatny „dekalog” Johna Tyrrella (przypominam, szefa globalnej promocji Wiedźmina ze strony Atari). I chociaż odwołuje się on do niemal intymnych;) doświadczeń Johna, przy odarciu go z odrobiny abstrakcji, przyda się każdemu, kto chciałby coś działać w temacie:

JT_Leipzig_07_small

John Tyrrell: „Once upon a beer in Leipzig, Germany.”

VIDEO GAME PR DOs and DON’Ts (raport z okopów)”

  • Wyobraź sobie, że każda dziennikarka, z którą rozmawiasz wygląda jak supermodelka.
  • Postaraj się nie psuć tego wrażenia spotykając się z nimi. Może się okazać, że nie wyglądają jak supermodelki.

  • Mów to, co myślisz, ale w duchu dyplomacji i taktownie.
  • Nie mów tego, co myślisz, jeśli wiesz, że zostaniesz za to zwolniony;).

  • Staraj się załatwiać sprawy telefonicznie. Zawsze spokojnie tłumacz rozmówcy, o co Ci chodzi.
  • Nie wysyłaj maili pod wpływem emocji tylko po to by później zauważyć, że traktujesz adresata protekcjonalnie. Będziesz musiał przepraszać.

  • Uważaj na to, co mówisz w biurze.
  • Pamiętaj, to że kogoś nie widzisz, nie znaczy, że nie usłyszał kiedy nazwałeś go kutafonem (org. Dickhead).

  • Kontroluj się gdy pijesz na imprezach.
  • Nie wylewaj swoich drinków na kremowy garnitur kolegi z branży.

  • Prowadź konferencje telefoniczne [popularne w branży conferrence calls, odbywające się między partnerami z różnych krajów – przyp. Łukasz] według ścisłego briefu i zgodnie z wcześniej ustalona  agendą.
  • Uważaj na to, co mówisz po cichu do kolegów w biurze. Nie chcesz, by Twoi partnerzy biznesowi po drugiej stronie kabla, usłyszeli co o nich naprawdę myślisz.

  • Na polskich eventach branżowych nie masz wyjścia, musisz zjeść więcej niż jest to normalnie możliwe.
  • Na polskich eventach branżowych postaraj się nie upijać do nieprzytomności. Szczególnie gdy obok leży średniowieczny topór, a ze schodów spadają płonący ludzie.

Jeśli teraz, drogi czytelniku, myślisz sobie: „O co tu w ogóle chodzi?”, to mogę Ci tylko powiedzieć, że większość z tych punktów staje się bardziej niż jasna, w różnych momentach pracy PR’owca. Warto zachować je z tyłu głowy, a kiedyś na pewno te nauki wrócą do Ciebie. Potwierdzam swoim własnym doświadczeniem. I wbrew temu co może się wydawać, są to uwagi BARDZO konkretnie. Zwłaszcza te dotyczące używek alkoholowych… John w ostatnim punkcie prawdopodobnie odniósł się do eventu Wiedźmińskiego z lutego 2007. Eventu dla 40 najważniejszych dziennikarzy branżowych z całego świata, który nie przymierzając, skończył się libacją większości pracowników PR Atari/CDP i redaktorów (tak, ja również dałem czadu, oj dałem). I chociaż event do dziś wspominany jest przez wiele osób jako najlepsza impreza branżowa ever (np. przez kilku redaktorów IGN’u ze Stanów), to jednak balansowaliśmy w jego trakcie na bardzo cienkiej linie, z której upadek mógł się zakończyć zgoła odmiennymi wspomnieniami. Na koniec mała rada, o której nikt oficjalnie nie pisze, ale jest częścią składową pracy PR’owca w tej branży. Alkohol jest obecny na każdej imprezie i połowa Twoich rozmów na eventach to rozmowy „pod wpływem”. Ma to swoje dobre  i złe strony. Zinterpretuj to jak chcesz czytelniku, ale nie mów, że Cię nie ostrzegałem;).

Trochę głębiej wchodzi w szczegóły pr’owania Tom Ohle, facet który przez pięć lat zajmował się działalnością PR/Community w Bioware, potem pomagał zaś przy Wiedźminie na rynku amerykańskim. Poprosiłem go by podzielił się swoim doświadczeniem:

„Najprościej rzecz ujmując, praca PR’owca polega na załatwieniu jak najlepszej ekspozycji w mediach dla firmy i gry, którą w danym momencie promuje. Jest wiele dróg, by to osiągnąć. W idealnym świecie PR’owiec jest po prostu wybitnie kontaktowym gościem, który bez problemu wciska kolejne materiały dziennikarzom… dziennikarze z miejsca uznają je za fantastyczne, przy okazji uwielbiając PR’owca za jego sympatyczny styl bycia i umiejętność załatwienia spraw „na wczoraj”…

Oczywiście, nie zawsze tak jest, a świat PR’owca daleki jest od idealnego. W branży gier mamy do czynienia z mocno zwichrowanym modelem opartym na zapowiedziach i recenzjach. Model ten zmusza firmy wydawnicze do utrzymywania niekończącego się hype’u marketingowego, nawet wtedy gdy dany tytuł jest jeszcze we wczesnej fazie produkcji i nie powinno się o nim wiele mówić. W sytuacji gdy statystyki z  Metacritic często mają wpływ na ilość zamówień gry do sklepów, człowiek od PR ma przechlapane. Głównie dlatego, że pracodawcy wymuszają na nim wywieranie presji na dziennikarzach, by Ci zawyżali oceny. Oczywiście, Twoją rolą jest zachęcenie dziennikarza do jak najdokładniejszego przyjrzenia się grze, ale kiedy kod opuszcza Twoje ręce, nic więcej nie możesz już zrobić.

Wraz z rozwojem rynku, zmienia się również praca PR’owca. Mamy do czynienia z boomem social media. Co to oznacza? Gość od PR wchodzi na pierwszą linię frontu. Pracuje bezpośrednio z fanami na Twitterze, Facebooku i innych portalach. Ten rozwój medialny jest jednak dla PR’owca również pułapką. Wzrasta pokusa by kłamać. Przecież tak prosto założyć kilka kont na forach i kreować sztuczna zadymę wokół gry. To faktycznie proste, ale również nieetyczne. Niemniej, takie rzeczy się zdarzają bo nie żyjemy w świecie idealnym.

Myślę, że żelazną zasadą powinno być wymaganie od siebie tego, czego wymagamy na co dzień od innych. Jeśli wchodzisz na forum, chciałbyś żeby każdy Twój rozmówca był żywą osobą. Jeśli czytasz ulubiony magazyn o grach, chciałbyś by autor wyrażał swoje szczere poglądy na temat recenzowanych tytułów.

Jeśli pracujesz w PR i ktoś wymaga od Ciebie, by każda prasowa wzmianka o grze brzmiała mniej więcej tak: „ THIS IS THE MOST GROUND-BREAKING GAME EVER!!!”, to prawdopodobnie… powinieneś przejść się kilka metrów po biurze i dołączyć do zespołu marketingowców. Po co budować relacje z dziennikarzami, skoro możesz kupić reklamę w piśmie, która będzie miała dokładnie taki przekaz jakiego wymagają Twoi szefowie?”

Tom porusza dość ważną kwestię na końcu swojej wypowiedzi. Różnicę między marketingiem, a Public Relations. W Polsce te pojęcia myli się nagminnie. Na czym polega różnica? Najprościej rzecz ujmując, marketing to działania kosztowe, za które się płaci (reklama, cross-promocja produktów, konkursy za które się płaci, itp.). Za PR z kolei zwykło się uważać wszystkie działania, które nie wymagają kosztów, oparte na relacjach z dziennikarzami i fanami. Podział ten, chociaż uproszczony, oddaje z grubsza ideę.

W Polsce, w większości firm branżowych, przyjęło się, że PR jest częścią składową marketingu. I jest to największa pomyłka jaką można popełnić. Bo co to oznacza? Oznacza to, że dana firma stawia na budowę relacji z otoczeniem głównie przy użyciu pieniędzy. Zapłacimy za coś i będziemy wymagać – takie myślenie prezentuje wielu szefów. Tymczasem na całym świecie, sytuacja jest dokładnie odwrotna. Marketing jako działanie kosztowe jest jedynie częścią szerszych relacji z partnerami, które w ogólności można nazwać Public Relations. To wyjaśnia, często negatywne, podejście wielu rodzimych dziennikarzy do PR – kojarzą oni PR’owców z żołnierzami korporacji, których celem jest osiągnięcie korzyści. Przykre. Pozostaje mi tylko życzyć wszystkim tym, którzy chca zajmować się PR, by zawsze walczyli z tą „łatą” i robili wszystko, co pomoże w poprawie wizerunku branży. Bedzie to z korzyścią dla wszystkich.

Ten wpis kończy cykl wprowadzający w arkana pracy PR’owca. W kolejnych na pewno będą się pojawiać jeszcze opisy konkretnych zagadnień (w tej chwili zbieram materiały od czołowych polskich PR’owców branżowych, którzy podzielą się konkretnymi historiami). Na samym końcu, bardzo chciałbym podziękować redaktorom i PR’owcom, którzy podzielili się swoim doświadczeniem w ostatnich dwóch wpisach. Są to, kolejno:

John Tyrrell z firmy Hotsocket (ex Atari): john(at)hotsocket.net

Tom Ohle z firmy Evolution PR (ex Bioware). Link do jego bloga znajdziecie po prawej stronie.

Paweł Feldman z firmy one2tribe (ex CD Projekt)

Piotr Gnyp, szef redakcji Polygamia.pl.

Marcin „Koso” Kosman, redaktor PSX Extreme.

Reklamy

GamesCom 2009 – Veni, Vidi, Vici

2009/08/25 10 Komentarzy

Well done, Turner! (Gra: Comix Zone)
Cytat dla polskiej branży wydawniczej: What are you waiting for? Christmas? (Gra: Duke Nukem)

Premierowy GamesCom w Kolonii zakończony. Wedle oficjalnych doniesień organizatorów były to największe targi w historii branży – info za serwisem Gamasutra. 245 tysięcy odwiedzających, w tym aż 17 tysięcy tzw. trade visitors, czyli szeroko rozumianych branżowców. Targi na pewno udane, o czym sam miałem okazję się naocznie przekonać, ponieważ spędziłem tam bite pięć dni. Zresztą, jak mogłby się nie udać targi na których po raz pierwszy ludzie (nie mam tu na mysli dziennikarzy tylko „zwykłych” graczy) mają okazję zagrać w Diablo 3, Mass Effect 2, Dragons Age: Origins, poskakać na „prawdziwej” desce w nowym Tony Hawku itd.? Ktoś musiałby coś wyjątkowo spieprzyć. Tego można się zaś spodziewać po wszystkich, ale nie po Niemcach, którzy podobnie jak w Lipsku dopięli wszystko na ostatni guzik. Postanowiłem, że nie będę pisał relacji bo tych jest juz masa w sieci. Poniżej kilka, luźno sformułowanych myśli jakie mnie naszły po pięciu dniach święta graczy jakim jest GamesCom.

1. Przyszłość gier

Kiedy pisałem artykuł do ostatniego Psx Extreme („Rynek się zmienia, nie zostawaj w tyle!”, Psx Extreme #144) miałem oczywiście przekonanie, że to co tam piszę jest prawdą i tylko prawdą. Niemniej jednak, nie spodziewałem się, że moje tezy tak dokładnie pokryją się z tym co zobaczę na GamesCom. W zasadzie wszystko to, co zobaczyłem na targach pokrywa się z moimi przewidywaniami:

  • Dominacja Nintendo. A może inaczej… Dominacja IDEOLOGII  i myślenia o rynku, które prezentuje ta firma. Po pierwsze, Wii obecne w każdym zakamarku targów. Na stoiskach niemal wszystkich wydawców (małych i dużych) dostępne były gry na tę platformę. Ta dominacja ma jednak o wiele ważniejszy wymiar. Targi dosłownie zalane były przez gadżety do gier, czerpiące z prostych rozwiązań Nintendo. Dlaczego w nowym Tonym Hawku jeździmy na prawdziwej desce? Dlaczego na olbrzymim, trzysegmentowym ekranie EA jednym z najczęściej puszczanych filmików był trailer EA Sports Active: More Workouts? Dlaczego na stoiska poświęcone Guitar Hero 5, Rock Band: Beatles, DJ Hero waliły tłumy (z czego większość świetnie znająca mechanikę tych gier)? Odpowiedzcie sobie sami.

  • Rynek MMO i Social Gaming jako pełnowartościowa część tego rynku. Gry MMO doczekały się na targach oddzielnej sali, w której znajdowały się m.in. AION (jedno z najlepiej prowadzonych stoisk na targach – ciągły tłum), Warhammer online, EVE online i kilka innych. Niemniej, to co mnie uderzyło to obecnośc na tej sali takich firm jak Gameforge i Gamigo, które prezentowały swoje portfolio dokładnie obok gigantów MMO. Wniosek z tego jeden. Tzw. social games nie potrzebują tak naprawdę żadnej nowej niszy na rynku, bo chociaż różnią się niektórych założeniach od swoich odpowiedników MMO, de facto opierają się na niemal identycznych zasadach. I GamesCom to bodaj pierwsze targi, które w tak wyraźny sposób połączyły te dwa gatunki gry sieciowej. Niemała w tym pewnie zasługa faktu, że wiele firm spod znaku „social” to firmy niemieckie.

  • Echa sukcesu iPhone’a. Wydawałoby się, że odbywające się w zeszłym miesiącu targi GCO (Lipsk) poświęcone rozwiązaniom mobilnym i sieciowym wyczerpią potrzebę tej tematyki na targach gier. Nic bardziej mylnego. Na GamesCom bez trudu można było znaleźć gry na iPhone, iPod touch czy telefony Nokii (oddzielne stoisko Nokia games). Co za tym idzie segment „handheldów” został mocno zasilony na targach.

Wiem, że kilka osób mocno polemizowało z tezami jakie postawiłem w Extrimowym felietonie. No cóż, polecam wizytę na targach za rok – jestem przekonany, że znajdą tam one jeszcze mocniejsze potwierdzenie. Kilka rozmów z dziennikarzami w czasie targów tylko potwierdza moje teorie.

2. Polska branża na GamesCom.

Tutaj dość krótko i w zasadzie w dwóch perspektywach:

  • Prasa/media. Obecność widoczna. W zasadzie wszystkie liczące się media z naszego kraju były na targach. Sam spotkałem się bądź widziałem w przelocie ludzi z Polygamii, Wp, Gier Online, Psx Extreme, Hypera i kilku innych, mniejszych serwisów. W necie pojawiają się bardzo ciekawe relacje, widać że ekipy z Polski włożyły dużo pracy by relacjonować wszystko na bieżąco. Gratulacje i pozdrowienia dla wszystkich, których spotkałem i tych, na których nie trafiłem.

  • Polska branża wydawnicza. Tu już zdecydowanie słabiej. Pierwszym co rzucało się w oczy był brak stoiska CD Projekt RED, które co roku było nieoficjalnym miejscem spotkań polskiej branży (wiem bo sam je przez kilka lat organizowałem;). Powodów nieobecności firmy jest zapewne sporo. Jeśli ktoś nie śledził kiepskich informacji na temat CDP może nadrobić zaległości np. w serwisie Polygamia (przy okazji, pozdrowienia dla redaktora Gnypa , którego nos dziennikarski nie ma sobie równych w branży, szczególnie gdy chodzi o afery związane z CD Projekt;). Dość powiedzieć, że powodów nieobecności mogło być sporo, na czele z decyzją o zawieszeniu konsolowego Wiedźmina (tamat również mistrzowsko „zwęszony” przez Polygamię).

    Jeśli chodzi o Ubisoft i Sony (pozdrowienia Krzychu na nowej drodze!) to polscy przedstawiciele tych firm owszem byli na targach, ale albo biegali ze spotkania na spotkanie albo byli doklejeni do międzynarodowych stoisk swoich firm. Swoje stoiska w strefie biznesowej miały za to firmy Techland i City Interactive, co cieszy bo firmy te coraz bardziej zadomawiają się na targach growych.

Ogólne moje wrażenie (być może błędne, zastrzegam się) jest jednak takie, że polska branża wydawnicza cały czas bardziej obecna jest na korytarzach targów niż w miejscach gdzie można przyjąć potencjalnych partnerów biznesowych. W sumie, nawet mimo kryzysu, to może dziwić. Niemcy to kraj położony blisko –  koszta transportu, choć poważne, nie są nie do przejścia. W okresie gdy kilka polskich  firm ma problemy z licencjami (a wiem z dobrych źródeł, że są to poważne problemy) warto byłoby pomyśleć o jakiejś formie biznesowej promocji. Koszt business booth to nie są jakieś kosmiczne pieniądze. Wspomniałem o CDP, ale jest przecież i LEM i Cenega (choć akurat w przypadku tej firmy licencyjne sukcesy ostatniego roku są bardziej niż widoczne) i Nicolas Games… gdzie oni są? Być może kogoś przegapiłem w salach biznesowych ale wydaje mi się, że szukałem dokładnie. Gdzie się wystawiać jak nie u naszych sąsiadów?

Podsumowując. Targi jako takie zdały egzamin. Przynajmniej w mojej, siłą rzeczy ograniczonej do subiektywnych doznań;), ocenie. Nie okazały się, tak jak to czasem bywało wcześniej, jedynie popłuczynami po E3 (vide premiera grywalnej wersji Diablo 3). Poza tym, niemiecki GamesCom (a kiedyś GC) ma jedną niepodważalną zaletę. Jest otwarty dla graczy (jak wiadomo targi w LA są tylko dla branży). A to właśnie interakcja setek grających ludzi z konkretnymi tytułami, weryfikuje te tytuły. W Kolonii widać było wyraźnie, które gry cieszą się poważaniem graczy i jest to na pewno jakiś kierunek dla wydawców.

 IMG_1353

Na koniec jakże rozkoszne geek-zdjęcie. Niczym klasyczny targowy nerd strzeliłem sobie fotkę z przemiłą hostessą;). 

O GRACH NA POWAŻNIE?

2009/08/15 9 Komentarzy

 

Over here Stalker, I have something that might interest you. (Gra: Stalker)

Chociaż na stronie widnieje zakładka „Dla kogo i po co?” chyba wypada mi w pierwszym wpisie wytłumaczyć się nieco z wyboru tematyki. Najprościej byłoby pewnie powiedzieć, że to blog o grach. Nie byłaby to jednak do końca prawda. Taki blog prowadzić może każdy, bez żadnych specjalnych kwalifikacji czy doświadczenia.  Jest ich zresztą całkiem sporo – wystarczy przejrzeć choćby gramsajty na  jednym z największych portali branżowych w Polsce – gram.pl. Blogi prowadzone przez pasjonatów poszczególnych gatunków, miłośników konkretnych tytułów bądź po prostu młodych fanów gier. Sa one niezwykle potrzebne bo pozwalają trzymać nam rękę na pulsie i wiedzieć co dzieje się w głowach graczy.

Nam?

No właśnie. Dochodzimy do sedna – do kogo skierowany jest ten blog? Nie jest to bowiem po prostu blog o grach. W założeniu ma to być miejsce przeznaczone dla ludzi, dla których gry to coś więcej. Zapraszam więc do czytania i dyskusji:

 

  • wszystkich, którzy chcieliby pracować w branży i szukaja informacji „czym to się je”.
  • wszystkich, którzy czynnie udzielają się w branży: menadżerowie, specjaliści, asystenci.
  • wszystkich, którzy zajmują się czynnie Marketingiem, PR’em, stroną produkcyjną a interesuje ich dynamiczny rozwój rynku gier.
  • wszystkich, których interesuje po prostu branża od kuchni.

 

Kolejna ważna rzecz. Ten blog jest „na poważnie”. Nie znajdziesz tutaj „luźnego” języka znanego z mediów branżowych ani nie uświadczysz wątpliwej jakości dowcipów. Jeśli interesuje Cię coś takiego odsyłam do innych mediów, które są w tej dziedzinie nie do pokonania. Oczywiście, branża gier to nie bankowość czy finanse, wszyscy tu jesteśmy mniej lub bardziej na luzie. Mało kto tu chodzi w marynarce i pod krawatem.

Niemniej, wierzę że przyszedł w Polsce czas by traktować gry i rozrywkę elektroniczną (w tym mobile, web i social games) bardzo poważnie i mówić o nich bez przymróżenia oka. Ten blog to moja próba dyskusji o grach na poważnie.

Jeśli nie zgadzasz się ze mną, dyskutuj. Jeśli uważasz, że mam rację – podaj bloga dalej. Jeśli masz jakieś pytania, bądź chciałbyś bym poruszył jakis temat, daj znać – jeśli będę umiał pomóc, na pewno to zrobię. Rynek gier w Polsce wymaga wspólnego działania wielu osób i każda współpraca może go umocnić.