Wściekłość i Duma – rzecz o promocji CoD: Modern Warfare 2

2009/11/04

„Evil always finds a way.” (gra: Overlord 2)

Dla tych, którzy przespali ostatni „branżowy” tydzień: O co rzecz się rozchodzi? Zobaczcie „przeciek” (a moim zdaniem, po prostu filmik promocyjny) z nadchodzącej wielkimi krokami gry Modern Warfare 2. Z youtube już zniknął, ale możecie go np. zobaczyć w serwisie Gamecorner.

W czym problem? Jednym z „terminatorów” z filmiku kierować ma gracz, tak przynajmniej można założyć znając charakter tej serii gier… Przepis na awanturę w skali globalnej gotowy. Dyskusja trwa, również w polskim Internecie.

A teraz coś z zupełnie innej beczki… „Wściekłość i Duma”. Niesamowita, wstrząsająca książka Oriany Fallaci, włoskiej dziennikarki. Książka, którą autorka napisała tuż po wydarzeniach 11 września 2001 roku. Książka, która jest emocjonalnym wyrzutem wobec świata Islamu, swego rodzaju manifestem wartości kultury Zachodu i sprzeciwem wobec bezsensownej brutalności zamachów. Niesamowicie poruszający głos silnej kobiety, która otwarcie i bezlitośnie wytyka rządom  świata, mediom, przywódcom religijnym, a w końcu zwykłym ludziom, ignorancję i bezradność wobec terroryzmu.

Dlaczego wspominam „Wściekłość i Dumę”?  Dlatego, że rodzima dyskusja wokół powyższego filmiku zaczęła się od tekstu Cubitussa, m.in. redaktora naczelnego magazynu Play, który w pewnym sensie miał bardzo podobną wymowę, co książka Fallaci. Był emocjonalnym sprzeciwem wobec przedstawienia bezmyślnej przemocy i budowania na niej hype’u marketingowego. Przyznam się, że przeczytałem ten tekst z ogromnym zainteresowaniem. Cieszę się, że są w branży ludzie, którzy potrafią wystąpić niejako przeciw własnemu środowisku. Artykuł Cubitussa wywołał dużą dyskusję, z której wyciąg można znaleźć m.in. w serwisie gamecorner. Poniżej mój głos. Nie będę się bawił w szczegółowe wytykanie cytatów i polemikę. Odniosę się raczej do kilku zagadnień natury ogólnej, które wiążą się z całą sprawą.

1. Wpływ gier na graczy.

W środowisku branżowym przyjęła się ogólna postawa polegająca na ignorowaniu wszelkich zarzutów wobec gier. Uważa się te zarzuty za przejaw oszołomstwa i wsteczności. Autorów je formułujących przedstawia się generalnie jako niegroźnych głuptasków, którzy nie rozumieją, o co w tej całej zabawie chodzi.

Jest to bardzo niedobra postawa – szczególnie w wydaniu twórców i wydawców gier. Jeśli przestajemy się przejmować tym jak nasze produkty są odbierane na poziomie kulturowym, to wykazujemy się wyjątkową bezmyślnością i krótkowzrocznością. A przecież Cubituss to nie jest jakiś przypadkowy człowiek, który nie rozumie branży. To nie jest „oszołom” krytykujący gry „z definicji”. Moim zdaniem jego krytyka jest tym mocniejsza, że pochodzi od kogoś z „wewnątrz”. Jest to swego rodzaju wołanie o to by nasza branża sama ustaliła sobie pewne granice. Pod tym apelem ja też się podpisuję.

Po wielu latach interesowania się rozwojem rynku gier, po wielu latach obijania się po różnych barykadach branżowych, również po kilku latach konstruowania przekazów medialnych dotyczących gier, wyrobiłem w sobie jasny pogląd: Gry mają wpływ na wielu ludzi. Ba, miewają zły wpływ na ludzi. Wpływ ten jest większy niż w przypadku filmów czy książek. Amen.

W związku z tym, uważam że na branży, a szczególnie na ludziach od promocji, leży odpowiedzialność. Uważam, że taka reklama jaką nam zaserwowało Infinity Ward, jest przekroczeniem dobrego smaku – przez swoje wyjęcie z kontekstu i postawienie na bezmyślną, realistyczną jatkę. Przy czym, chcę wyraźnie zaznaczyć, że mówię o reklamie gry, a nie o grze jako takiej (bo tej jeszcze nie widziałem i nie wiem jak ta misja mogłaby być uzasadniona). Nie jestem w tym poglądzie tak emocjonalny jak Cubituss, ale w zasadzie się z nim zgadzam.

Wszyscy Ci, którzy mówią, że gry nie mają żadnego wpływu na ludzi, są albo ślepi, albo po prostu nie mają w swoim najbliższym towarzystwie zbyt wielu graczy. Ja miałem i nadal mam, mogę więc z przekonaniem powiedzieć, że gry MOGĄ mieć wpływ na wiele aspektów życia dzieciaków (i nie tylko dzieciaków). Od pożerania czasu potrzebnego na inne zajęcia, przez ograniczenie aktywności fizycznej (mit grubasa przed monitorem nie wziął się znikąd wbrew pozorom – co, nie znasz takich osób?), po zachowania agresywne – mocno udokumentowane przypadki znaleźć można w necie.

Po co to mówię, po co to podkreślam? Ano po to byśmy byli uczciwi ze sobą. Obwinianie gier o całe zło świata jest idiotyzmem. Ale idiotyzmem również jest mówienie, że gry nie mają żadnego wpływu na ludzi. Bo na wielu mają.

Nie chodzi o to by czegoś zakazywać albo prowadzić jakąś krucjatę. Ale tez trzeba nazywać rzeczy po imieniu.

2. „Przecież brutalność jest wszędzie! Dlaczego w grach ma być inaczej?”

Ten argument słychać najczęściej. Osobiście uważam, że jest nic nie wart. Jest to typowe gadanie mające na celu rozmydlenie tematu. Wszędzie jest źle, więc dlaczego my mamy się przejmować naszym burdelem? Otóż mamy (przede wszystkim, mam tu na myśli wydawców). Każda branża powinna się kierować jakimiś zasadami. Nie wynika to z jakiegoś przesadnego moralizatorstwa, chodzi po prostu o to, że branża bez zasad przekracza kolejne granice i, w rezultacie,  staje się swoją własną karykaturą. Właśnie w tym momencie rozwoju, branża gier wchodzi „na salony”, pokazując że nie jest już tylko zabawą dla niewyżytych małolatów. I co się dzieje? Infinity Ward wywala swój bezmyślny filmik. Komunikat dla świata jest prosty: „Gry to bezmyślna rozrywka polegająca na zabijaniu”. Cofamy się o kilka lat w postrzeganiu gier. Jeśli tak ma wyglądać pokazywanie, że gry stają się „rozrywką dla dorosłych” – a to postulowało kilku obrońców filmiku – to mnie taki przekaz nie przekonuje.

Niepowtarzalny charakter gier, polegający na interakcji i poczuciu wpływania na losy świata, owocuje niezwykle mocnym zaangażowaniem w odbierane z monitora/ekranu treści. Oczywiście, w większości przypadków jest tak jak pisze Ubermlin na swoim blogu: „Jedyne, czego tak naprawdę mogę być pewien to fakt, że obcowanie z elektroniczną rozrywką od dziecka, MNIE KONKRETNIE, nie zrobiło żadnej krzywdy. Nie słyszę “głosów”, mój poranny imperatyw to wypić kawę, nie zaś władać czyimś losem, najstraszniejsze zaś jest to, że do dziś boje się pająków.  Bynajmniej przez gry”. I jest to zapewne prawda. ALE… nie każde zjawisko można usprawiedliwiać podstawiając funkcję „JA”. W gry grają również ludzie bardzo młodzi, którzy dopiero kształtują charakter i postrzeganie rzeczywistości. Ludzie którzy nie tak łatwo jak my sami odróżniają „dobro” od „zła”. Nie znaczy to, że mamy się w tej chwili bawić w anioła stróża. Ale, do cholery, nie mówmy też, że taki filmik jest niewinny i zupełnie nie ma żadnego znaczenia.

3. Reklama gry, a sama gra jako dzieło artystyczne.

Ten punkt jest dla mnie, jako człowieka od promocji, szczególnie ważny.

Uważam, że należy rozróżnić grę (dzieło artystyczne) od reklamy tej gry.

Rację ma Paweł Płaza na  łamach Gamecornera , kiedy pisze: „Po pierwsze nie do końca rozumiem z jakiej racji powstał sam tekst [to o tekście Cubitussa – przyp. Łukasz]. Przypomnę, znamy jedynie przebieg samej misji, nic więcej. Nie wiemy jaki jest jej kontekst fabularny, jaki naprawdę jest odcień tego, co robimy. No a przynajmniej ja nie wiem (…)”. Ma racje w tym sensie, że faktycznie, w grze być może ta misja (jeśli w ogóle się pojawi) BĘDZIE MIAŁA KONTEKST fabularny.

Tylko co z tego? Awanturę wywołała nie gra, nie jej fabuła tylko filmik. Filmik właśnie totalnie WYJĘTY z kontekstu. I to o nim rozmawiamy a nie o grze jako takiej.

Jako człowiekowi od PR/marketingu jest mi ciężko uwierzyć, że był to przeciek przypadkowy. Ba, jestem przekonany, że było to świadome działanie wydawcy (za długo pracuję w tej działce, żeby nie wyczuwać takich numerów). Traktuję go więc jako świadomą FORMĘ REKLAMY.

A jako forma reklamy, ten filmik jest dla mnie chwytem poniżej pasa.

Jestem w stanie przeboleć taką misję w grze, dlatego że za grą stoją świadomi artyści, twórcy – a wolność wyrazu twórców jest mi bardzo bliska. Być może jest jakieś uzasadnienie dla takiej misji w Modern Warfare 2. Być może nie będę się przy tej misji dobrze bawił, ale jakoś ją przeboleję.

Natomiast zupełnie nie przekonuje mnie działanie marketingowców wypuszczających ten filmik na rynek by zagrać na najniższych instynktach. BEZ KONTEKSTU właśnie. Co mnie obchodzi czy w grze ta misja będzie miała uzasadnienie czy nie? Grunt, że jako reklama tego uzasadnienia nie ma. Jest dennym, prymitywnym chwytem.

4. Jaki jest z tego morał?

Morał jest, w gruncie rzeczy, prosty.

Nie jestem za cenzurą w grach, uważam że jest miejsce na różne formy obrazowania konfliktów zbrojnych, czy przemocy w ogóle. Pewnie, jak już wspomniałem, przebolałbym taką misję w grze. Tak, jestem za „dorosłymi” treściami w grach, bo jako gracze mamy do tego prawo, tak jak fani książek czy filmów.

Niemniej:

  1. Odrzuca mnie pomysł bezmyślnej reklamy opartej na wyjętym z kontekstu zabijaniu.
  2. Uważam, że trzeba nazywać rzeczy po imieniu. To, że gry nie mają negatywnego wpływu na Ciebie, nie oznacza że nie mają go na innych. Bo taki wpływ miewają.
  3. Uważam, że gry różnią się od filmów. Uważam, że brutalność w grach ma inny wpływ na odbiorcę niż brutalność w filmach.
  4. Uważam, że są lepsze metody wprowadzania „dorosłych” treści do gier niż wrzucanie masakry na cywilach.

I chociaż nie mam w sobie ładunku emocji Cubitussa, to jednak w ogólnym rozrachunku zgadzam się z nim (choć przyjmuję również wiele argumentów ludzi, którzy z nim dyskutowali). Niczego bym nie zakazywał, nikogo bym strasznie nie oskarżał. Ale nazwałbym rzeczy po imieniu.

Reklamy
  1. Jacek Brzeziński
    2009/11/04 o 21:46

    Nie wiem, mi to się wydaje, że jednak dobrze jest jasno uznawać, że gry od 18 lat są dla graczy od 18 lat. Bo jeśli przyjmiemy za prawdziwy argument, że generalnie w gry grają dzieci, niezależnie od ich klasyfikacji wiekowej, to obawiam się, że takie stwierdzenie będzie racjonalnie prowadziło do znacznie dalej idących konsekwencji. A to chyba bez sensu.

    Druga sprawa – ja jednak poczekam na grę, zanim stwierdzę, czy Twój punkt 4 jest prawdziwy. Bo może tak, a może nie. Na razie jakoś ufam projektantom IW, że robią rzeczy z sensem. Ale oczywiście kto wie, może się przeliczę :-).

  2. Xymek
    2009/11/04 o 22:14

    Powiem szczerze ze jezeli upublicznienie tej misji bylo swiadomym zabiegiem wydawcy – to jest to najwiekszy strzal w stope, jaki kiedy kolwiek widzialem. I to nie tylko samego Activision ale i calej branzy. Bo tak naprawde nie spotkalem sie z pozytywna reakcja na ten material na zadnym z wielu growych forow internetowych jakie przegladam. 90% ludzi od malolatow przez swiadomych doroslych userow uwaza ten film za totalna przeginke…

    Mam tez troche inna teorie – bardziej spiskowa i duzo mniej prawdopodobna, ale tez mozliwa…byc moze ten wyciek to akcja sabotazowa wymierzona w IW i samo Activision…moze ten fragment zostal specjalnie wyrwany z kontekstu i zamieszczony w necie przez kogos kto chcial napsuc krwi wyzej wymienionym firmom…

    Zastanawiac mozemy sie bardzo dlugo…

  3. Adam Bieniak
    2009/11/05 o 11:19

    Podoba mi się ten wpis – widzę w nim chyba najwięcej chłodnego podejścia do sprawy. Te poprzednie, nacechowane były chyba zbyt dużymi emocjami. odoba mi się również, że rozdzieliłeś grę od reklamy gry – to chyba dobry trop. Generalnie tekst Cubitussa mnie nie przekonał, ale Twój jakby trochę tłumaczy jego pobudki w bardziej strawny sposób. Pozdrawiam, Adam

  4. lukaszmach
    2009/11/05 o 13:55

    Jacek – Pełna zgoda co do gier. Między innymi dlatego dokonałem podziału na grę i jej reklamę. Problem tej reklamy polegał na tym, ze dotarła do wszystkich, nie tylko do ludzi 18+. Być może w grze dla dorosłych ta scena będzie miała faktycznie uzasadnienie. Jednak w bezmyślnej reklamie, tego uzasadnienia jednak mi brakuje. Punkt 4 może jest nieco na wyrost, niech Ci będzie;)

    Xymek – Teoria spiskowa też ma sens;) Chociaż to ryzykowne posunięcie bardzo. A czy tak krytyczne są opinie jak piszesz? Raczej mam wrażenie, że po tekście Cubitussa, wiele osób rzuciło sie w obronie tego „przecieku”…

    Adam – Emocji nie ma bo nikt mi rodziny nie zabił;)

  5. Fredo
    2009/11/05 o 15:50

    Xymek nie zdadzam się z Tobą w kwestii „strzału w stopę”. Generalnie sama dyskusja, która się pojawiła wokół tego materiału zrobiła nizły hype wokół gry. Wątpię by miało to się przełożyć negatywnie na sprzedaż. Moim zdaniem jest to działanie celowe zgodnie z zasadą „Nie ważne jak mówią, ważne by mówili”. Efekt został osiągnięty.

  6. ORMO
    2009/11/05 o 15:59

    Jestem zadowolony, że napisałeś coś takiego jako PR’owiec. Kiedy zobaczyłem że odniosłeś się do tej sprawy bałem się, że będziesz bronił kolegów po fachu. I mile się zaskoczyłem. Filmik jest durny i fajnie że potrafi to przyznać zarówno redaktor Cubituss jak i Ty, gość który zajmuje się PR. Tzn że po obydwu stronach barykady są rozsądni ludzie.

    Jacek słusznie wytknął Ci punkt 4ty bo on się już odnnosi do samej gry a nie do reklamy – więc trzeba poczekać. No ale sam się juz przyznałeś do wrzucenia go na wyrost więc ok;)

  7. Jedeman
    2009/11/05 o 16:14

    Najwyraźniej proamerykański patriotyzm stał się już mniej istotny jako siła napędowa w porównaniu ze starą, dobrą kontrowersją.

    Jeśli chodzi o tekst Cubitussa, to również mnie nie przekonał. To akurat nic nowego, bo Cubituss od lat prezentuje – przynajmniej moim prywatnym zdaniem – opinie bardziej ‚ludowe’ i hurraroszczeniowe, niż profesjonalne, więc na razie zostawiam zarzut oszołomstwa na stole. Łatwo byłoby to przypisać chęci obrony polityki pracodawcy, ale być może po prostu C. znalazł dla siebie idealne miejsce we wszechświecie.

    W kwestii samego MW2.. ja jestem przekonany o celowości wycieku, choć wątpię, czy nawet po latach ktoś się do tego przyzna. Dzisiaj kontrowersyjne jest zagranie w roli terrorysty, w bezdyskusyjnie krytycznym kontekście i w celu wywołania określonego dysonansu. Niedługo wszyscy o tym zapomnimy, a dyżurnym tematem będzie gra, która nie tylko stawia w roli złego do szpiku kości mordercy-psychopaty, ale w dodatku otwarcie gloryfikuje i pochwala. Wystarczy rzucić okiem na filmy (zwłaszcza ‚shockery’ ostatnich 10 lat), żeby ujrzeć daleką drogę, jaką przebyło to medium.

    A że w ‚wycieku’ początkowo kontekstu nie było? Toż zabieg jest stary, jak świat i na pewno autorowi tekstu nie trzeba tego tłumaczyć. Bardziej dziwi mnie jego zdziwienie. Najpierw rzucamy „coś”, a później wyjaśniamy, prostujemy.. Tym razem padło na bardziej odważny temat, ale to naturalna kolej rzeczy (seks, religia, polityka też są używane coraz śmielej – tu Polska nadal jest za przysłowiowymi Afroamerykanami).

  8. lukaszmach
    2009/11/05 o 16:25

    Jademan – Hmm, ja się nie dziwię, że ten filmik został wrzucony bez kontekstu bo, jak słusznie zauważyłeś, to nie pierwszyzna;). Ja się po prostu sprzeciwiam takiej polityce marketingowej i jej nie akceptuję. Ale co ja mogę?:D

  9. Karol Zajączkowski
    2009/11/05 o 16:48

    Możesz się przykuć do wielorybów jak Green Peace :P

  10. Gumiś
    2009/11/05 o 18:33

    Niezły tekst. Chociaż ja akurat jestem po stronie Pawła z GCornera. Też uważam że jest wiele hałasu o nic. Ale masz wiele racji w swoich uwagach. Natomiast tekst Cubitussa to dla mnie jakis bełkot, w ogóle nie wiem o co mu chodzi. Napisał go jak rozhisteryzowana baba. O!

  11. Jedeman
    2009/11/05 o 19:13

    Najlepiej do Moby Dicka :-)

  12. Gumiś
    2009/11/05 o 19:16

    Albo na drzewie w Dolinie Rospudy:D

  13. Mateusz
    2009/11/06 o 11:10

    Niezłe nawiązanie do książki Fallaci, Łukasz. Jest naprawdę wstrząsająca. Widać, że nie tylko trzaskałes na padzie przez całe życie. Powiedz, można się jakoś z Tobą skontaktować, mam sprawę?

  14. lukaszmach
    2009/11/06 o 11:28

    Dzięki za podanie na tacy sposobów na obronę przyzwoitego PR ludzie!;)

    Mateusz, o tak książka Fallaci wstrząsnęła mną niesamowicie swego czasu.

    ORMO – wiesz, ja jestem przede wszystkim myślącym człowiekiem. PR to część mojego życia od kilku lat, ale nie kształtuje mojego poglądu na świat w żaden sposób. Ot, praca jak każda inna. Robię masę innych rzeczy w życiu. Np. gram w kapeli punkowej i z tego ruchu też się wywodzę – wszelkie formy manipulacji ludźmi wzbudzają moją odrazę. Dlatego zawsze tak starałem się wykonywac pracę pijarowca by się później nie musieć wstydzić. A już na pewno nie będę bronił kolegów po fachu jeśli wykonują mało etyczne akcje (jak ta z filmikiem).

  15. ubermlin
    2009/11/06 o 13:45

    O jakości tekstu chyba pisać nie muszę :). Ad rem więc ;).

    1) „Cubituss vs branża”
    Zgadzam się z Tobą w 100%. Również się cieszę, że znalazł się ktoś, kto potrafi negatywnie odnieść się do kierunku, który obiera branża z której żyje. Dlatego w swoim tekście starałem się odnosić do niego (i tego co napisał) z należytym szacunkiem. Znam swoje miejsce.

    2) Wątek „Fallaci”
    Gdyby wgryźć się głębiej w obecną sytuację geopolityczną to Fallaci nawoływała do podobnego terroryzmu wobec Islamu, jak Islam wobec cywilizacji zachodniej. Problem arabizacji europy, porozumień budowanych na ropie naftowej, którym onegdaj przodowała Francja, a które skutkują nierównym traktowaniem „nas” i „ich” (dlaczego w Europie Islamista może wyznawać swoją religię, a w krajach Islamskich nawoływanie do konwersji na religie katolickie jest karane śmiercią? – to było ustalane podczas konkretnych porozumień!) jest poważny. ALE to przemyślenia zdecydowanie wykraczające poza spektrum odbioru typowego odbiorcy CoD’a, więc temat puszczam mimochodem. No, chyba, że MW2 okaże się faktycznie głębokie. Wtedy do tego wrócę.

    3) Funkcja „ja”
    A tu już będę polemizował ;). W obliczu faktu, że niemożliwym jest zbadanie wpływu gier na człowieka jakąkolwiek metodą naukową, zostaje stary dobry empiryzm ;). IMHO każde podejście do tego typu badań będzie z góry błędne i nie udzieli jednoznacznej odpowiedzi. A problemy zaczynają się już na samym początku – jaką grupę badać (wiek, kryterium rozwiniętego bądź nie „kręgosłupa moralnego”, wpływ czynników zewnętrznych [również takich, jak rodzina, która jest unikalna dla każdego z testowanych] i pierdylion innych rzeczy). To nie jest niestety reakcja chemiczna, fizyczna, która jest kwantyfikowalna. Dlatego też napisałem o sobie – bo to jedyne, czego jestem pewien.
    Owszem, możemy się odnieść do generalizacji i prób wyłuskania pewnych prawd, ale będą one tylko generalizacjami, dla których każdy, w każdej chwili będzie w stanie znaleźć dowolną liczbę kontrargumentów.
    Stąd też, najbezpieczniej powiedzieć: „miej umiar, a jakakolwiek treść przedstawiona ci via jakiekolwiek medium, nie odbije ci się czkawką” (i to tylko i wyłącznie, gdy założymy „poprawny” rozwój w innych obszarach rozwoju społecznego). Uff ;)).

    Reszta Twojej wypowiedzi to już prywatne odczucia z którymi dyskutować w zasadzie nie wypada ;). Wciąż zostaje przy swoim – gry, jako medium interaktywne mogą dać nam możliwość „dotknąć” tego, o czym czytamy w książkach. Wejść w skórę kogoś, kim „na jawie” być się brzydzimy (choćby po to, aby naszą niechęć do pewnych zjawisk umocnić). Mocno wierzę, że IW nada tej scenie kontekst, jakiego od tego kalibru scen wymagam – jeśli nie, zawiodę się na developerze, ale nie uznam tego za naruszanie jakiejś szczególnej granicy.

    Pozdrawiam ;)

    • lukaszmach
      2009/11/10 o 13:28

      Przepraszam, że tak późno – już się odnoszę:

      1. Chociaż dostało mu się tak oólnie po tyłku z tego co widzę w sieci:)

      3. Tak już czysto teoretycznie: Dlaczego nie można zbadać wpływu gier na ludzi naukowo? Moim zdaniem takie rzeczy się dzieją. Nawet my w one2tribe nawiązaliśmy w tej chwili współpracę z pewną szacowną instytucją, która ma na celu badanie reakcji graczy. Z badaniem reakcji na gry jest tak jak z badaniem wszystkich innych reakcji ludzkich. Nie widze problemu.

      Pisanie o swoich doświadczeniach jest OK, ale podstawianie swoich reakcji jako reprezentatywnych w ocenie wpływu filmiku na graczy, już nie.

      Zgadzam się natomiast z ostatnim akapitem, w którym mówisz o naturze gier i możliwości wcielenia się w kogoś kim normalnie być byśmy nie chcieli. Absolutnie nie chciałbym „kastrować” graczy z takiej możliwości, ba sam z niej skrzętnie korzystam (np. teraz w Dragon Age gdzie jako elf z radością wybijam napotkanych ludzi, w ramach „zemsty” dalijskiej;). W zasadzie w tekście chodziło mi bardziej o bezrozumny marketing.

      Gry mają prawo poruszać poważne i ciężkie tematy, co do tego pełna zgoda!:)

      Dzięki za rozbudowany komentarz Ubermlin:)

  16. qoobah
    2009/11/12 o 13:25

    Odnośnie punktu 3), to posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że każde devstudio w pewnym sensie właśnie takie reakcje na grę bada – w trakcie playtestów. Oczywiście jest to tylko środek do bardzo konkretnego celu (zrobić dobrą grę), ale mimo wszystko jeśli tylko podeszło się do sprawy rzetelnie, to dostaje się w miarę systematyczne wyniki.

    A w szerszym kontekście, nie tylko playtestowania, Łukasz ma absolutnie rację – psychologowie badają właśnie reakcje ludzkie od ponad 100 lat. Pomijając poziom rzetelności części z tych badań to narzędzia do bardziej racjonalnego podejścia do „gamer experience” jak najbardziej istnieją.

    Pozdro z Brukseli;)

  17. ubermlin
    2009/11/13 o 5:28

    Żaden problem ;).

    Ad 3)
    Łukaszu, zauważ kolosalną różnicę pomiędzy moim „zbadanie”, a Twoim „badanie” :).
    Można badać jak najbardziej! Co więcej, badać trzeba. Tylko to będą tak samo kulawe badania jak „wpływ oglądania TV” czy „wpływ czytania książek”. Gdybyśmy badali miesieczny wzrost tkanki tłuszczowej przy 5h grania dziennie… to co innego. Ale badamy mityczny „wpływ gier”.

    Inicjalnie jest problem z grupą kontrolną i obiektami testu. Kim ma ona być? Nastolatki? Tzw. „młodzież”? Młodzi dorośli? Dorośli dorośli? Jak można miarodajnie ocenić wpływ gier na te wszystkie grupy? Jaki wpływ będzie miał MW2 na 12latka z „biednego domu”, a jaki na 28latkę z bogatego? Jaki na 45latka, który prowadzi sklep z bronią i nigdy nie miał przyjacioł? A jaki na sfrustrowanego brakiem dziewczyny, rudego i otyłego gimnazjalisty? Najlepiej było by zamknąć noworodki w domu i wychować je z dala od społeczeństwa, karmiąc grami. Tyle, że wtedy były by one tak oderwane od rzeczywistości, iż można by w ogóle wątpić czy można je z „normalnym człowiekiem” porównywać. Był chyba nawet kiedyś taki eksperyment, z tego co pamiętam, nie zakończył się sukcesem. Tylko nazwy sobie za cholerę nie mogę przypomnieć :(.

    Badanie „wszystkich innych” – czyli jakich? :) Im szerzej, tym ciężej o precyzję i łatwiej dojść do baaaardzo generalnych wniosków. Pytanie czy o generalne wnioski nam chodzi.

    Toteż „pisanie o swoich doświadczeniach” i, uwzględniwszy to co powyżej, traktowanie ich jako reprezentatywne dla pewnej grupy ludzi (przeintelektualizowanych 2*latków, z miast do 150tyś ludzi, hyhy), jest tak samo miarodajne jak każde inne badanie, które nie jest oparte na czymś mierzalnym. I wcale nie sugeruję, że należy takich badań nie przeprowadzać.

    ps. z „bezrozumnym marketingiem” się zgadzam. Czasami cel nie powinien uświęcać środków.

  18. 2009/11/15 o 4:00

    Naprawdę dobrze napisany artykuł, w pełni sie pod tym wszystkim podpisuje

  19. Mateusz
    2009/12/03 o 16:50

    KIEDY NOWY WPIS?????????

  20. lukaszmach
    2009/12/03 o 16:56

    Szykują się pewne zmiany w funkcjonowaniu bloga. Dogadałem się z dużym portalem branżowym i częśc tekstów będzie się ukazywała najpierw tam:). Już niedługo podam więcej szczegółów.

  21. ubermlin
    2009/12/20 o 1:59

    lukaszmach :
    Szykują się pewne zmiany w funkcjonowaniu bloga. Dogadałem się z dużym portalem branżowym i częśc tekstów będzie się ukazywała najpierw tam:). Już niedługo podam więcej szczegółów.

    Poly? Gamezilla? :P

  22. ubermlin
    2010/01/03 o 20:38

    ubermlin :

    lukaszmach :
    Szykują się pewne zmiany w funkcjonowaniu bloga. Dogadałem się z dużym portalem branżowym i częśc tekstów będzie się ukazywała najpierw tam:). Już niedługo podam więcej szczegółów.

    Poly? Gamezilla? :P

    Konsolowisko :).

  23. lukaszmach
    2010/01/04 o 10:37

    Hehe, na razie to w ogóle muszę zacząć pisać teksty bo w grudniu się nieco „zawiesiłem”;) Z Konsolowiskiem był plan luźnej współpracy, ale nie to miałem na myśli pisząc o dużym portalu branżowym. Nie chcę jednak strzępić języka do czasu gdy się nie zmobilizuję i będzie można powiedzieć, że współpraca naprawdę się zaczęła:)

    • ubermlin
      2010/01/15 o 16:32

      Wiem coś o „zawieszkach”. Od połowy grudnia do teraz (i nie zanosi się na zmianę anytime soon) u mnie też muchy latają. A tematów już kilka ciekawych się zdążyło pojawić.

  24. deon
    2010/03/14 o 22:49

    helou? no co jest? miało być tak pięknie, a tu już zapaść przed pierwszymi urodzinami? (:
    głęboko wierzę, że to nie koniec przedsięwzięcia i z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji dzieła (;

    zachęcam gorąco do pisania i pozdrawiam serdecznie! (:

  1. 2009/11/09 o 11:51
  2. 2009/12/01 o 3:57
  3. 2009/12/06 o 20:25
Możliwość komentowania jest wyłączona.
%d blogerów lubi to: